Flanela i quilt- czy to się może udać?

quilt z flanelą

Jest taka jedna jedyna rzecz, która w mojej głowie potrafi połączyć mojego tatę i Kurta Cobaina 🙂 Flanela. Chyba tłumaczyć tu wiele nie trzeba. W mojej świadomości ten rodzaj tkaniny trwale połączył się z kraciastą roboczą (lub grunge’ową) koszulą. No ostatecznie z piżamą, która po praniu jest powykręcana na wszystkie strony. I tak bym sobie pewnie żyła ze swoimi skostniałymi poglądami, gdybym pewnego dnia nie odkryła, że flanela wkroczyła do sklepów z tkaninami pokazując swoje zupełnie nowe wcielenie.

Teraz to już nie tylko krata. Wzorów i kolorów jest setki. Są flanele produkowane przez znane marki, ale też sporo tańsze i równie ładne flanele od mniej rozpoznawalnych producentów. Podejrzewam, że jakość tkanin może być bardzo różna (i pewnie nie zawsze należy od razu przyjmować że droższe=lepsze). Jeżeli mamy spore doświadczenie w rozpoznawaniu tkanin, na pewno będziemy w stanie ocenić jakość na oko i na dotyk, ale niestety- założę się, że większość z nas kupuje przez internet. Może warto więc przed zakupem wielkiej płachty zamówić najpierw mały kawałek na próbę. To co trzeba zrobić na pewno, to sprawdzić skład! Zdecydowana większość dostępnych flanel jest w stu procentach bawełniana (i pewnie tą jesteśmy zainteresowane), ale zdarzają się też stuprocentowe poliestry (fuj!) czy wełny (piękne, drogie i chyba raczej na męską odzież).

Ale flanela i patchwork?

Można (wiem, bo widziałam w Internecie 🙂 ), potraktować flanelę jako normalną tkaninę na top- po prostu pociąć, pozszywać i już. I ja już wiem, że tego spróbuję. Ale za pierwszym razem nie byłam taka odważna i mojej miodowej, kupionej w Otuli flaneli użyłam tylko na plecy quiltu. Uznałam, że na próbę takie rozwiązanie będzie OK.

Ten quilt to w ogóle taki wielki eksperyment. Top powstał niemal w całości z francuskiej i polskiej bawełny ze sklepu Otula, a nie jest to tkanina z przeznaczeniem typowo patchworkowym. Jedyna „markowa” tkanina jakiej użyłam to Kona w kolorze Spice- było troszkę mdło więc dodałam kilka wyraźniejszych trójkątów oraz lamówkę.

quilt miodowy jesienny

quilt miodowy jesienny

Kocyk wyszedł bardzo jesiennie. Zdecydowałam, że zaokrąglę mu rogi, żeby był jeszcze bardziej przytulny 😉 Bawełniana strona baaardzo się gniecie. Na pewno nie byłoby tak, gdybym dodała więcej pikowania. Ale się bałam. Nie wiedziałam jak flanela będzie się zachowywała podczas pikowania i dlatego założyłam wersję minimum. Teraz już wiem, że bez problemu mogłam poszaleć, bo flanela pod maszyną leżała sobie płasko i grzecznie.

quilt miodowy z flanalowym tyłem

Mała wskazówka na koniec

Aż trochę głupio mi o tym wspominać, bo sprawa dotyczy odwiecznego tematu sporów- dekatyzacji. Dla niektórych jest oczywistością pranie tkanin przed użyciem. Dla mnie, przyznaję się, nie koniecznie (wstyd???).  ALE- flanela kurczy się w praniu jakby bardziej. I co za tym idzie, dekatyzacja jest tu potrzebna też jakby bardziej (i doskonale wiem, że nie można nadużywać słowa „jakby”). A jak zdekatyzowałam flanelę, to i wszystkie inne użyte do tego kocyka tkaniny (bo pewne zasady to ja jednak mam). I polecam to gorąco- zdekatyzujcie flanelę, bo możecie się zdziwić. Tak jak byłam zdziwiona mała ja gdy skróciły mi się spodnie od piżamki 🙂

Ciekawa jestem bardzo, co sądzicie o używaniu do tworzenia quiltów tkanin, które nie są specjalnie do tego przeznaczone? Ja robię się w tej kwestii coraz bardziej odważna i kilka pomysłów właśnie wprowadzam w życie. O czym z resztą niebawem napiszę 🙂