PILOT PINTOR- test na tkaninie

Chociaż wybór pięknych gotowych tkanin jest wręcz nieograniczony, zapragnęłam ostatnio uszyć kilka drobiazgów z tkaniny jedynej w swoim rodzaju bo pomalowanej samodzielnie, według własnego pomysłu, na moich zasadach. Oczywiście wiem, że można w dzisiejszych czasach zamówić materiał z zaprojektowanym przez siebie wzorem, ale mi chodziło bardziej o radość jaką daje samodzielne bazgranie. No i chciałam trochę poeksperymentować. 

Miałam już do czynienia z różnymi mediami do tkanin. Gotowałam w wielkim garze szmaty z barwnikiem (bardziej z konieczności niż z chęci, po prostu- choć trudno w to uwierzyć- dziesięć lat temu nie mogłam NIGDZIE dostać pewnych odcieni). Używałam też specjalnych farb, używam ich z resztą do dziś. A ostatnio napotkałam w sklepie papierniczym markery do tkanin. Jest teraz całkiem sporo marek takie pisaki produkujących i postanowiłam, że powolutku będę je testowała i sprawdzę sama, które przypadną mi do gustu najbardziej. Na pierwszy rzut poszły mazaki PILOT PINTOR. Po pierwsze- ich reklamy straszą teraz z fasady niemal każdej księgarni i papierniczego. Po drugie- kilka produktów marki Pilot mam, używam i lubię, była więc spora szansa na uniknięcie rozczarowania.

Pilot PINTOR- co obiecuje producent?

Według producenta Pilot Pintor to mocno kryjący, bogaty w pigment marker na bazie wody, który pokrywa każdą, nawet najciemniejszą, powierzchnię. Nadaje się do papieru, drewna, szkła, ceramiki, plastiku, metalu, tkanin.

Markery występują w 24 kolorach- jest 12 kolorów „zwykłych” (w tym biel i czerń), 6 odcieni pastelowych oraz 6 metalicznych (w tym złoty i srebrny).

Ponadto do wyboru są dwie szerokości końcówek: 2,9 mm (szerokość linii pisania 1 mm) oraz 4,5 mm (szerokość linii pisania 1,4 mm).

Cena jednego markera to około 10 zł.

Moje pierwsze wrażenia

Pierwszy ogromny pozytyw, widoczny jeszcze przed rozpoczęciem jakichkolwiek prób jest taki, że każdy marker jest zafoliowany. Jeszcze niedawno pewnie nie zwróciłabym na ten szczegół uwagi, ale miałam ostatnio przypadek zakupu pisaka (też do tkanin i też do przetestowania), który sprawiał wrażenie wyschniętego. I właściwie nie jestem pewna czy taki jego wątpliwy urok, czy ktoś go wcześniej otwierał/używał. A tu sprawa jest prosta- jest folia, jest pewność że nikt tam przede mną nie grzebał.

Gdy rozpoczynamy pracę z Pilot Pintor, musimy zastosować się do wskazówek producenta i kilkakrotnie mocno wstrząsnąć markerem, a następnie kilkakrotnie docisnąć filcową końcówkę do podłoża. Dzięki temu „uwalniamy” atrament, który zaczyna teraz wypływać z mazaka.  Dociskanie końcówki trzeba czasem powtarzać w trakcie pracy, kiedy chcemy zwiększyć ilość wypływającego tuszu. Oczywiście lepiej jest to robić na jakimś zbędnym kawałku papieru, a nie na naszej ozdabianej powierzchni.

Słowa „tusz” i „atrament” zaczerpnęłam ze strony producenta. W moim odczuciu płyn, który się z markera wydobywa przypomina rozcieńczoną farbę akrylową. Producent nic o farbie nie wspomina, ale spotkałam się w internecie z określeniem, że to „marker z farbą”. Jak zwał tak zwał, jedno jest pewne- Pilot Pintor ma całkiem dobre krycie. Ma też wykończenie bliższe matu niż błysku co jak dla mnie jest ogromną zaletą.

Jak Pilot Pintor sprawdza się na tkaninie?

Do mojego testu użyłam dwóch odcieni z serii pastelowej- Pale Orange oraz Pastel Pink, obu w wersji z grubszą końcówką.

Próbki wykonałam na trzech rodzajach tkaniny bawełnianej:

Na białym cienkim gładkim płótnie malowało się łatwo i przyjemnie. Bez problemu można zamalować większą powierzchnię jak i wykonać bardziej precyzyjne rysunki czy napisy.

Na jasnokremowej tkaninie o nieco bardziej wyrazistej fakturze też było całkiem przyjemnie. Niestety pod wpływem tarcia o materiał, z filcowej końcówki mazaka zaczęły odstawać pojedyncze maleńkie włókna. Delikatnie oderwałam je jednak palcami i ostatecznie końcówka jakoś szczególnie nie ucierpiała.

Na koniec zostawiłam cienką czarną tkaninę i w tym wypadku było zdecydowanie gorzej z kryciem. Próbowałam dokładać kolejne warstwy farby, za każdym razem czekając na wyschnięcie poprzednich. Materiał zaczynał jednak chłonąc pigment, przez co wzór coraz bardziej się rozmywał.

Do stworzenia moich próbek użyłam dodatkowo czarnego cienkopisu Sakura Pigma Micron, którego używałam już wcześniej na tkaninach i wiedziałam że się sprawdza.

Ważna uwaga: farba z markera Pintor bardzo przesiąka na drugą stronę tkaniny, więc konieczne jest podłożenie pod spód jakiegoś zabezpieczenia (ja użyłam kawałka tektury).

Po skończeniu malowania wzór należy utrwalić, czyli w tym wypadku przeprasować (bez pary) przez ściereczkę.

pilot pintor przed praniem

Pranie

Przyszedł czas na prawdziwą próbę- w końcu jak już tworzymy tkaninowy wzór diy, chcemy się nim cieszyć dłużej niż do pierwszego prania.

Zapakowałam więc próbki do siatkowego woreczka na pranie i razem z ubraniami wrzuciłam do pralki. Byłam dość sceptyczna w kwestii trwałości markerów, więc bardzo miłosiernie wybrałam program- nastawiłam 30-minutowe pranie w temperaturze 30°C. Użyłam zwykłego proszku do kolorów oraz płynu do płukania tkanin. Wynik testu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i właściwie nic strasznego się nie wydarzyło (na zdjęciu wygląda to wszystko nieco gorzej, ale to raczej kwestia zdjęcia).

pilot pintor po praniu

Zachęcona takim obrotem sprawy, nastawiłam pranie z próbkami po raz drugi. Tym razem z temperaturą 40°C i na ponad półtorej godziny. I znowu wyszło nieźle. Kolory markerów na jasnych tkaninach tylko delikatnie zbladły (najbardziej zbladł jednak cienkopis Micron…) Na tkaninie czarnej niestety było dużo gorzej. Farba sprała się mocno i w dodatku nierównomiernie, tworząc paskudne prześwity.

pilot pintor po drugim praniu

Podsumowanie

Zabawa z tkaninami i markerami Pintor bardzo mi się spodobała i być może dokupię jeszcze kilka kolorów (kuszą mnie te metaliczne). Szkoda tylko, że na ciemnym materiale doszło do takiej porażki, ale przecież nie można mieć wszystkiego.

Myślę, że markery te sprawdzą się też (a może głównie?) do personalizowania gotowych produktów takich jak koszulki, piórniki, plecaki czy buty (widziałam zdjęcie fantastycznych malowanych ręcznie trampek!).

A ja tymczasem zabieram się za mazanie po kolejnych kawałkach tkanin i Wam również taki rodzaj twórczego wyżycia się polecam. Na koniec kilka moich pomysłów na to, co uszyć z pomalowanej samodzielnie tkaniny:

poszewka na poduszkę

piórnik

prosta kosmetyczka

etui na okulary

podróżny woreczek na bieliznę