Skąd brać tkaniny na patchwork? ALTERNATYWA 1- second hand

Quilt z męskich koszul

Kochacie kupować tkaniny, prawda? Ja kocham. Kupowanie tkanin przedkładam nad kupowanie butów, torebek, ubrań, i w ogóle kupowanie wszystkiego. Uwielbiam te chwile, gdy przychodzi kurier, a ja potem siedzę na podłodze i głaszczę się zakupami po twarzy (bo są takie milusie!). Domownicy trochę dziwnie patrzą, ale oni przecież nie rozumieją… 

Niestety, zwykle zaraz po zakupowej euforii zaczyna coś kłuć. Pamiętam jak katechetka w podstawówce próbowała nam wytłumaczyć, co to jest sumienie i podejrzewam, że to jest właśnie to coś co tak kłuje. Bo tyle masz już tych szmat, bo trzeba dążyć do minimalizmu (taka moda), bo- najzwyczajniej w świecie- wydajesz za dużo kasy. I obiecujesz poprawę. I nawet dobrze Ci idzie. Aż pewnego dnia przychodzi newsletter z ulubionego sklepu i oznajmia, że to jedyna taka szansa, że taka okazja już się nie powtórzy. Wiadomo co jest dalej. Znacie to?

I czasami, dla zabicia tych moich wyrzutów sumienia, szukam alternatywnych, tańszych sposobów na zdobycie tkanin. Po pierwsze i oczywiste- dla zaoszczędzenia. A po drugie- bo bardzo lubię eksperymentować i robić sobie samej wyzwania. Tak sobie delikatnie utrudniać, żeby wytężyć kreatywność.

Tkaniny z lumpeksu

To jest właśnie to, o czym chciałam dziś napisać. Dla wielu osób jest to pewnie tak oczywiste, że aż mi głupio. Ale może nie dla wszystkich. Ciuchlandy, lumpeksy, second handy… jak zwał tak zwał. Tak czy inaczej, przy odrobinie chęci, wolnego czasu i szczęścia mogą być źródłem naprawdę fajnych tkanin. Oczywiście rozumiem, że są osoby, które mają opór przed tego typu sklepami i na to nic nie poradzę. Ale jeżeli przełamiemy tą blokadę (i, czasami, wyłączymy na chwilę węch), możemy odnaleźć skarby.

Tkaninę możemy pozyskać właściwie z każdej lumpeksowej części garderoby, ale ja chciałam się dziś szczególnie skupić na czymś konkretnym: na męskich koszulach. Jako dawcy materiału mają one same zalety. Po pierwsze, są na ogół większe od damskich elementów garderoby. Po drugie, krój jest dość prosty (mało zaszewek, marszczeń, udziwnień), dzięki czemu pozyskane fragmenty tkanin są całkiem spore. Takie plecy z koszuli XXL to co najmniej FQ 🙂 Po trzecie, występują w przeróżnych, często bardzo ciekawych, wzorach i kolorach. Po czwarte, bardzo często są w 100% bawełniane. Radzę jednak zawsze szukać metki ze składem, żeby rozwiać ewentualne wątpliwości. Po piąte, tkaniny są często bardzo wysokiej jakości (szczególnie w koszulach ekskluzywnych marek, a te trafiają się wcale nie tak rzadko). I, po szóste, mam wrażenie, że męska odzież jest przegrzebana o wiele mniej niż damska 🙂

koszule na quilt

Teraz przykład: moje ostatnie łowy. Udało mi się kupić pięć męskich koszul w dobrym stanie. Wzory tradycyjne- 3 x krateczka, 1 x paski, 1 x gładka. Koszt- 5 zł (gdyż na takie łowy zwykle wybieram dzień „wszystko za złotówkę”).

Mój quilt z koszulowych tkanin + kilka wskazówek

Do prezentowanego tu quiltu użyłam dwóch koszul w czarno-białą kratkę + tej gładkiej o niejasnym kolorze.

Oczywiście koszule najpierw uprałam, a potem pozyskałam z nich to co można wykorzystać (czyli pozbyłam się guzików, kołnierzyków, szwów itd. -wiadomo o co chodzi). To wszystko po prostu muszę zrobić jak najszybciej po zakupie. Znam siebie i wiem, że inaczej koszule trafią do tajemniczego pudła/ szafki (każdy coś takiego ma, hm?) i nie ujrzą światła dziennego przez lata.

Rozczłonkowane fragmenty tkanin bardzo dokładnie rozprasowałam, używając do tego krochmalu w sprayu. Krochmal to moje niedawne odkrycie i czuję, że już się z nim nie rozstanę. Uprane tkaniny robią się miękkie, a krojenie i szycie takich było dla mnie udręką (to był jeden z powodów mojej niechęci do dekatyzacji). A tu proszę: pryskam, prasuję i tkanina w magiczny sposób staje się taka trochę „papierowa”. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć jakiś dobry przepis na krochmal w sprayu DIY (jeśli ktoś coś wie, chętnie poczytam). Chwilowo jednak nie mam czasu na poszukiwania, a ten którego używam (Domol z Rossmanna) spisuje się bardzo dobrze.

tkaniny z męskich koszul

Moim zdaniem quilt wyszedł taki… męski? Dzieci mówią, że nie jest męski bo jest z różowym. Ale po pierwsze- to nie jest róż tylko czerwony melanż ;). Po drugie- to była męska koszula. Po trzecie- nawet jeśli to róż, to przecież prawdziwy mężczyzna różu się nie boi.

Wzór wybrałam bardzo prosty, oparty na HST (czyli półkwadratowych trójkątach) i paskach. A elementy poskładane są tak, że oczom ukazuje się coś na kształt strzałek.

A teraz szczerze- czy zaoszczędziłam?

Na top zużyłam 3 koszule w cenie 1zł każda (tych czarno-białych sporo mi zostało). Do tego sporo białej i trochę czarnej bawełny z moich zapasów (zwykła polska niedroga bawełna). Czyli top miałam w bardzo okazyjnej cenie (sądząc po ostatnich radiowych reklamach, Barbary są po prostu stworzone do łapania mega-okazji 😉 ).

Wypełnienie- wiadomo, swoją cenę ma i tego nie zmienimy.

Plecy mojego quiltu w założeniu miały być też niedrogie. Przegrzebałam Internet i okazało się, że pasuje mi tu tylko i wyłącznie tkanina w plusiki z kolekcji Michaela Millera w cenie 9,90 za FQ. Obliczyłam, że tych FQ trzeba 14, więc koszt pleców zmieściłby się w 140 zł. Wiadomo, nikt nie jest taki głupi, żeby kupować jedną tkaninę skoro i tak muszę zapłacić za przesyłkę. Dobrałam więc  jeszcze kilka luźnych ćwiartek, które na pewno niedługo będą mi potrzebne. Niestety, historia się tak nie kończy…

Tkanina od Michaela Millera na żywo okazała się kawowa (oglądając ją na stronie dałabym sobie głowę uciąć że jest szara), czyli nijak nie pasowała. Jej uroda w ogóle jest wątpliwa i na razie nie mam pomysłu na co mogłabym ją zużyć.

Przy drugim podejściu zakupowym postawiłam na niedrogą (11zł/ mb) kraciastą flanelę z Allegro. Wzięłam 4 metry, z czego wykorzystałam niewiele ponad dwa. Plus oczywiście kilka innych tkanin, skoro i tak płacę za przesyłkę 😉 To już drugi raz kiedy użyłam flaneli, wcześniej przećwiczyłam to na mięciutkim, jesiennym kocyku.

Więc ile zaoszczędziłam i ile z tego mam na koncie????? Policzcie sami. Ale ile przyjemności z szycia! I jeszcze upolowałam przy okazji tych koszul skórzany pleciony pasek za złotówkę, który na pewno kiedyś założę 😉. No i jeszcze mam nową stertkę tkanin, które przecież na pewno niedługo wykorzystam